"Człowiek
może się przyzwyczaić do wszystkiego: i do sytuacji przyjemnych, i do tych
rozpaczliwych. Ciało przyjmuje wszystko nieuchronnie, przywyka do entuzjazmu i
do cierpienia, do radości i do łez. Pewnego dnia budzisz się i stwierdzasz, że
nie zostało już nic. Nic."
Od samego rana byłam poddenerwowana, te wszystkie badania, tyle ludzi przy mnie na raz, zmieniające się twarze, wszyscy coś ode mnie chcieli, coś mówili, czegoś wymagali. Byłam zmęczona psychicznie od natłoku wydarzeń, które wydarzyły się w tak krótkim czasie. Na szczęście przeżyłam te wszystkie tortury i mój lekarz powiedział mi, że do samego wieczora mam spokój, wtedy przyjdzie on i kilku innych lekarzy na tak zwany obchód, a jutro powiedzą, co mi dokładnie dolega. Leżałam, więc teraz na łóżku, było duże, kołdra była duża, dlatego bez problemu mogłam się nią cała okryć i było mi ciepło. Patrzyłam przez okno i dziękowałam w duchu Bogu, za to, że w mojej sali jest akurat duże okno z widokiem na park rozciągający się przed szpitalem, były tam specjalne ścieżki do spacerowania i ławki, aby pooddychać w spokoju świeżym powietrzem. Drzewa dodawały temu miejscu uroku. Dziwnie, że park przed szpitalem wydawał mi pełny uroku, bo przecież to szpital, straszne miejsce, gdzie niektórzy zaczynają swój żywot, a niektórzy kończą. To dziwne, bo przecież, jeśli się kogoś zapytamy, z czym kojarzy jej się szpital to prędzej będzie skłonna powiedzieć, że ze śmiercią niż z początkiem pięknego, cudownego życia. To chyba ironia losu. Odepchnęłam te lekko dołujące myśli na bok, nie miałam siły dłużej o tym myśleć i pogarszać swój nastrój, który i tak był i już w dość kiepskim stanie. Kiedy zapytałam się dzisiaj po tych całych badaniach i nękaniu mnie czy mogłabym wyjść do tego parku, odmówili mi, bo jestem słaba blabla i inne głupie wymówki, nie uwierzyłam im, pewnie po prostu nikomu nie chciało się iść i mnie pilnować, w sumie nie dziwię im się, bo jeśli moja choroba okaże się prawdą, pewnie zamkną mnie u jakiś czubków. Moją uwagę przykuła para starszych osób, ona siedziała na wózku w szpitalnym stroju, a on pchał wózek, śmiali się, cieszyli życiem, może udaną operacją. Chciałabym mieć kogoś takiego, kto byłby ze mną do końca życia, tak jak ta dwójka.
Nagle drzwi się otworzyły i do mojego pokoju, pokoju, jakiego kurwa znowu pokoju, to nie jest mój pokój, tylko jakaś cholerna sala szpitalna, ale wracając, wszedł blondyn, który jak już się dowiedziałam był moim chłopakiem. Podszedł do mojego łóżka i nieśmiało usiadł na łóżku, wiedziałam, że ta cała sytuacja musi być dla niego równie trudna jak dla mnie. Przecież to musi być straszne, kiedy ktoś, kogo kochałeś i kochasz zapomniał o tobie, nie wie, kim jesteś. Siedzieliśmy chwilę w milczeniu i po prostu patrzyliśmy się na siebie, normalnie pewnie czułam się zażenowana lub zagubiona, ale w tym przypadku nie sprawiało mi to dyskomfortu i to było miłe uczucie. Niall, jako pierwszy postanowił przerwać ciszę między nami:
- Cześć, jak się czujesz?
- Hej, hm no czuję się dobrze, nic mi nie jest, tylko jestem trochę zmęczona tymi wszystkimi badaniami.
- O, biedna ty, ale musieli to zrobić, żeby sprawdzić, co ci faktycznie dolega. Przyniosłem dla ciebie sok pomarańczowy i kilka świeżych pomarańczy – zaczął wyciągać z torby, którą trzymał w ręce i której wcześniej nie zauważyłam, produkty, o których wspomniał – Oh, nie wiem czy wiesz, ale ty bardzo lubisz wszystko, co jest związane z pomarańczami, myślę, że się do tego przyzwyczaisz – uśmiechnął się do mnie w taki piękny sposób, że od razu mnie urzekł.
- Fakt, nie pamiętałam o tym, ale dziękuję ci bardzo – odwzajemniłam uśmiech w jego stronę.
- Nie ma, za co, nawet nie wiesz jak się cieszę, że już odzyskałaś przytomność.
- Hm, ja też się chyba z tego cieszę, nie wiem. Mam już powoli dość tego miejsca, a to dopiero początek tego całego piekła, które mnie czeka.
- Spokojnie, na pewno dasz radę, jeśli chcesz to będę cię odwiedzał w wolnej chwili.
- Tak, bardzo chętnie, może z twoją pomocą uda mi się jakoś uporządkować moją pamięć i wspomnienia. Nie jestem tego taka pewna czy dam radę, dzisiaj nawet nie pozwolili mi wyjść na dwór. A ja się już po prostu tutaj duszę, od tego ciągłego leżenia.
- Jak to nie chcieli cię wypuścić na dwór? – w jego pięknych błękitnych oczach było widać zmartwienie.
- No normalnie, powiedzieli, że jestem za słaba jak na razie, ale pewnie chodzi o to, że nikomu się nie chce ze mną iść.
- Ok, to poczekaj tutaj na mnie, ja zaraz przyjdę.
Zanim jego słowa w pełni do mnie dotarły, jego już nie było. Po chwili wrócił do mojej sali pchając wózek inwalidzki. Pomógł mi na nim usiąść i wyjechaliśmy z tego upiornego miejsca na świeże powietrze. To było magiczne, te wszystkie drzewa i liście, nie wiem czy wcześniej czułam taki pociąg do natury. Niall zatrzymał się przy ławce, gdzie wcześniej siedziała starsza para, która najwidoczniej opuściła już park. Siedzieliśmy jakiś czas w milczeniu, a ja układałam w głowie myśli, chciałam wypytać chłopaka o różne rzeczy dotyczące mojej osoby, ponieważ on chyba, jako jedyny wydawał się być wiarygodnym źródłem informacji.- Niall mogę mieć do ciebie kilka pytań, które są dla mnie ważne?
- Tak, jasne, pytaj.
- Gdzie pracowałam, przecież miałam jakąś pracę chyba? Co się stało z moimi rodzicami? Gdzie ja mieszkam? Czy mam przyjaciół?
- Spokojnie, nie tak wszystko na raz. Wiesz najbardziej martwi mnie to, że nie powiedziałaś mi kiedyś wszystkiego i teraz sobie nigdy tego nie przypomnisz, tak nie jestem optymistą w porównaniu do ciebie. Może zacznę po kolei? – przytaknęłam głową, zgadzając się na jego propozycję, a on zaczął opowiadać – Pracowałaś w dość prestiżowym klubie, jednym z najlepszych, jesteś dobrą tancerką, kłóciliśmy się właśnie o to dość często, dlatego, że ja byłem zazdrosny – przerwał na chwilę, a ja zauważyłam, że lekko się zarumienił, to było takie urocze, nie pamiętam, kiedy ktoś był o mnie zazdrosny, w sumie to nic nie pamiętam, ale nieważne –ty chciałaś tam nadal pracować, nie chciałaś żyć za moje pieniądze ani nie chciałaś znaleźć sobie nowej pracy, bo mówiłaś, że wszyscy potem by gadali, że dostałaś tę pracę tylko dzięki znajomością. Od początku byłaś uparta, ja nie mogłem cię przekonać do swoich racji, według ciebie nie robiłaś nic złego, a mnie po prostu zabijała świadomość, że prawie każdego wieczora jesteś tam, z tymi facetami, którzy patrzą na ciebie takimi oczami, rozbierając cię wzrokiem i fantazjując na twój temat. Co do twoich rodziców, to zginęli oni w wypadku samochodowym, kiedy byłaś nastolatką i potem wychowała cię babcia, a kiedy byłaś już pełnoletnia ona umarła a ty przeprowadziłaś się do Londynu. Mieszkasz w jednej ze spokojniejszych dzielnic Londynu, w takim małym uroczym domku. W sumie to jak cię poznałem z chłopakami, bo nie miałaś przyjaciół, tylko utrzymywałaś bliższy kontakt ze swoimi koleżankami z pracy i z szefową, ale tak poza tym to miałaś tylko chłopaków z zespołu, naprawdę się z nimi przyjaźniłaś.
- Jej, dziękuję, to dużo informacji, które teraz będę musiała sobie uporządkować. Pewnie teraz nie będą mogła usnąć od natłoku tych wszystkich informacji.
- Nie ma, za co, naprawdę cieszę się, że mogłem tobie w jakiś sposób pomóc.
Ledwo skończył mówić, a rozległo się moje imię, oboje się odwróciliśmy i ujrzeliśmy pielęgniarkę, która biegła w naszym kierunku. Wyglądała na bardzo zaaferowaną, a ja nie miałam pojęcia, o co mogłoby jej chodzić. Kiedy już dobiegła do nas, zatrzymała się i zaczerpnęła oddech, widziałam po jej młodej twarzy, że zmęczyła się. Po chwili powiedziała:
- Pani Nicolle, pani lekarz powiedział mi, że potrzebuje z panią pilnie porozmawiać, musi się pani teraz udać ze mną, dobrze panie Horan? – w tym momencie obie popatrzyłyśmy na Nialla, widać było jego zmieszanie, chwilę zastanawiał się nad odpowiedzią:
- Ja odprowadzę Nicolle, czuję, że powinienem być obecny przy tej rozmowie, bo w jakimś pogmatwanym sensie ta sprawa dotyczy również mnie, dobrze? – pielęgniarka pokiwała głową, odwróciła się i udała się w drogę powrotną w kierunku szpitala. Niall przez cały czas nie odezwał się do mnie ani słowem, chyba był za bardzo pogrążony w swoich myślach. Zastanawiałam się, o czym też mógłby myśleć, byłam przekonana, że dotyczyło to mnie. Nim się spostrzegłam dotarliśmy do mojej sali, w której już czekał na nas mój lekarz, siedział sam, nie wiem, dlaczego, ale ten widok mnie zaniepokoił, czułam, że ma coś ważnego do powiedzenia i poczułam ból brzucha, spowodowany strachem. Tak, najzwyczajniej w świecie bałam się tego, co ma mi do powiedzenia, blondyn wyczuł mój strach, bo złapał mnie za rękę i ścisnął w celu jak mniemam dodania mi otuchy, chodź po jego wyrazie twarzy trudno mi było wywnioskować, kto bardziej się boi.- Wiemy już, co ci dolega Nicolle – zaczął dyplomatycznie mężczyzna.
- W takim razie, nie przedłużajmy i proszę niech pan mówi – powiedziałam z niecierpliwością.
- Przykro mi to mówić, ale nasze przypuszczenia się potwierdziły…
W tym momencie cały mój świat legł w gruzach, świat, który dopiero, co poznawałam, próbowałam sobie przypomnieć. Coś, co dopiero otrzymałam z powrotem zostało mi brutalnie odebrane tym jednym, wydawałoby się wręcz banalnym zdaniem „nasze przypuszczenia się potwierdziły”. Kto by mógł pomyśleć, że tak się skończy, przecież we wszystkich filmach słyszymy, że wszyscy żyli długo i szczęśliwie. Ale życie nie jest filmem, nigdy nie było i nigdy nie będzie. Chociaż nie, może jest i filmem, ale nie znajdziemy go w gatunku komedii romantyczniej, prędzej szukałabym w dramacie lub horrorze. Usłyszałam jak czyjeś ciało bezwładnie opada z krzesła i wtedy uświadomiłam sobie, że ten dźwięk to ja załamująca się. W jednej i tej samej chwili czułam wszystko i nie czułam nic, byłam zdruzgotana, byłam uratowana, straciłam wszystko, co otrzymałam. Wszystko inne. Coś we mnie umarło, coś się narodziło, wiedziałam tylko, że dziewczyna odeszła. Kimkolwiek byłam teraz, nigdy nie będę nią znów i tak się właśnie kończy świat, nie hukiem, ale skomleniem.
* Ostatnie zdania tego rozdziału inspirowane są fragmentem
książki „Piękne Istoty” autorstwa Kami Gracia & Margaret Stohol.

Genialnee <3 Tylko strasznie długo trzeba było czekać, ugh :c no ale wakacje już to będziesz może więcej pisać? :3 No i zakończenie takie... Prawie się popłakałam :c
OdpowiedzUsuń/@AnnYurisistable
widze, ze odpoczynek od internetu dobrze ci zrobil, bo rozdzial jest genialny <3 moze mi tez sie taki przyda? bo ostatnio wena mi nie dopisuje :c tylko tak dalej! <3 @take_you_there
OdpowiedzUsuńUhh jak to dobrze,że już do nas wróciłaś. :)
OdpowiedzUsuńZgodzę się z powyższym komentarzem, że ,,odpoczynek od internetu dobrze ci zrobił, bo rozdział jest genialny", bo w sumie twoje poprzednie rozdziały były świetne ale nie pomyślałam, że mogą być jeszcze wspanialsze.
Czekam na kolejny bo już się nie umiem doczekać co się dalej będzie działo. <3