poniedziałek, 29 lipca 2013

Rozdział 12

„Nie wiem, czy jest gdzieś limit cierpień przypadających na jednego człowieka. Podobno dostajemy ich tyle, ile jesteśmy stanie udźwignąć...”

Wróciłam do domu, do jego domu, nie mogłam przecież mieszkać sama, zresztą on chciał mieć mnie na oku, żeby upewnić się, że wszystko jest pod kontrolą. Na razie wszystko przebiegało bez najmniejszego szwanku, dostałam w pracy jakiś urlop, przez wzgląd na moje stosunki z szefową, jednak na razie nic nie wskazywało na to, abym miała tam kiedykolwiek wrócić. Dni mijały spokojnie, brałam codziennie lekarstwa, raz w tygodniu stawiałam się z moim chłopakiem na badaniach kontrolnych w szpitalu. Niall specjalnie dla mnie kupił kota, który wyglądał identycznie jak Garfield, kochałam od zawsze koty, ale nigdy nie miałam szansy, aby takiego mieć. A przy moim obecnym stanie nawet było to wskazane, nie wiem dokładnie o co chodziło, ale tak zalecił lekarz i już. Z tego co się orientowałam to wszelkiego rodzaju koty miały dobry wpływ na ludzi i ich choroby, posiadały jakąś niezwykłą moc, ja określiłam ją jako nad przyrodzoną i uczyniłam ich magicznymi stworzeniami. Zawsze miałam rozbudowaną wyobraźnię bardziej od swoich rówieśników czy nawet starych ode mnie dzieci, jednak nie uważałam tego za coś złego, to było raczej jak dar. Pamiętam, że jak byłam mała to wymyślałam różne ciekawe historie o światach wróżek, elfów, czarodziej czy nawet wampirów.  Moja nauczycielka zawsze śmiała się, że powinnam zostać pisarką, ponieważ z taką wyobraźnią na pewno stworzyłabym coś nowego i nie zapomnianego oraz coś co trudno przewidzieć. Właśnie tego dnia postanowiłam wcielić jej pomysł w życie i zaczęłam spisywać swoje myśli i przeżycia z danego dnia, oczywiście póki jeszcze pamiętałam wszystko, zapisałam sobie kim jest Niall i co ważniejsze kim ja sama jestem. Może nie wyglądało to jak książka, której oczekiwała ode mnie nauczycielka, ale ten mały krok spowodował w przyszłości wielki owoc, z którego jestem dumna. Pewnie nie wiecie o co mi chodzi, no bo przecież skąd, już wyjaśniam. To co mam na myśli, właśnie trzymacie w sowich rękach lub czytacie na komputerze, telefonie czy innym urządzeniu.Mam nadzieję, że wam się podoba i również podzielacie mój entuzjazm, ponieważ to jest coś nad czym pracowałam od dłuższego czasu i chcę, aby było jak najlepsze.


Obudziłam się w sypialni Nialla, obok mnie leżał kot i ogrzewał mnie swoim drobnym ciałkiem, nie pamiętałam jak się tam znalazłam, nie mogłam sobie przypomnieć jak trafiłam do tego łóżka, dałabym sobie rękę uciąć, że jeszcze przed chwilą siedziałam w fotelu i myślałam o wydarzeniach minionych tygodni. Wstałam i skierowałam się do kuchni, moim oczom ukazał się widok mojego ukochanego siedzącego na jednym z krzeseł, patrzył przed siebie w okno, wzrok miał jakby nieobecny a policzki mokre od łez, oczy czerwone, zmęczone długim płaczem. Zastanawiałam się co mogło stać się takiego strasznego, co go tak bardzo zabolało, ponieważ jeszcze nigdy nie widziałam go w tak strasznym stanie, ale nie zadałam tego pytania, podeszłam do niego cicho i objęłam jego drobne ciałko od tyłu. Odwrócił głowę i nasze spojrzenie się spotkało, w tym momencie jego płacz przybrał na sile i to już nie był zwykły płacz, to było szlochanie. Objęłam go jeszcze mocniej a on oparł swoją głowę na moim ramieniu, trwaliśmy jakiś czas w takim położeniu, po czym oderwał się ode mnie, wstał i podszedł do zlewu, odkręcił kran z wodą i przetarł swoją twarz. W końcu spojrzał na mnie, miał taki przeraźliwy smutek w oczach, aż serce mi się ścisnęło, gdy to dostrzegłam. Postanowił przerwać ciszę między nami, panującą od chwili, gdy przekroczyłam próg kuchni:
- Czy, czy ty pamiętasz co się stało?
- Nie, przykro mi, ale nie wiem co się stało, jakie moje zachowanie wywołało u ciebie taki smutek, siedziałam na fotelu, a potem obudzałam się w łóżku.
- Oh, tak myślałem, no cóż nieważne.
- Ważne Niall, właśnie, że to jest ważne! Powiedz mi co się stało, nie mogę patrzeć na to w jakim jesteś stanie, tym bardziej, że wydaje mi się, że to przeze mnie, a ja nic nie pamiętam.
- Nie wiem jak ci to powiedzieć…
- Najprościej, prosto z mostu, nie owijaj w bawełnę.
- Dobrze, tak więc zdradziłaś mnie – z jego oczu znów popłynęły łzy.
- Co? Coś ty powiedział? – nie mogłam uwierzyć w to co mi przed chwilą powiedział, to nie mieściło mi się w głowie, jak mogłam to zrobić osobie, którą kochałam ponad własne życie.
- Wiem, że trudno ci w to uwierzyć, ale nie martw się, bo mi też. Nie wiem kim był ten typ, ale kiedy wróciłem z nagrania do wywiadu zastałem was razem w łóżku, to chyba był najgorszy obraz jaki kiedykolwiek zobaczyłem.
- Nie, nie wierzę, przepraszam, przepraszam, ja nie chciałam, Jezu przepraszam – teraz to ja nie mogłam powstrzymać swojego szlochu, nie mogłam się uspokoić, usiadłam na podłodze plecami do ściany, aby uspokoić drżenie ciała.
- Wiem, że nie chciałaś, przecież oboje doskonale wiemy, że to nie do końca ty o tym zdecydowałaś, jesteś chora i nic nie mogłaś na to poradzić. Po prostu było mi przykro, ale wiem, że ty nigdy byś tego nie zrobiła, nie byłaś sobą. No już proszę uspokój się – jednak ja go już nie słuchałam, byłam tak pogrążona w swoich myślach. Nie docierało do mnie jak mogłam to zrobić, przecież go kocham, więc nawet jako ta druga ja nie powinnam tak postępować, to było jakieś chore. Nie mogłam sobie tego wybaczyć. Właśnie wtedy znienawidziłam siebie za to.

Było już późno, Niall od dłuższego czasu już spał, a ja czekałam na właściwy moment. Udałam się na piętro do łazienki, miałam sporo czasu na obmyślenie dokładnego planu. Otworzyłam szafkę, z głębi wyciągnęłam nową, nieużywaną żyletkę i usiadłam w wannie. Obracałam ją przez chwilę w ręce, aż wykonałam pierwsze cięcie na swojej bladej skórze. Nie byłam głupia, nie cięłam sobie nadgarstków, cięłam sobie nogi, a dokładniej uda. Może zastanawiacie się dlaczego, otóż jest to miejsce gdzie nikt nie będzie mi zaglądał, nie chcę robić tego na pokaz, nie chcę robić tego, żeby ktoś się nade mną litował. Nie potrzebuję ani litości ani współczucia, już i tak za dużo go otrzymałam w ostatnim czasie. Pierwsza delikatna kreska, krew zaczęła wypływać, a mnie zaczął ogarniać spokój, bo znalazłam sposób, aby ukarać siebie za to co zrobiłam mojemu ukochanemu. Drugie cięcie, już trochę pewniejsze, patrzyłam z fascynacją jakiejś obłąkanej osoby na swoje nogi i to dawało mi ukojenie. Stopniowo cięć zaczęło mi przybywać, kiedy zdecydowałam, że to już koniec na dzisiaj, odkręciłam kran z wodą i zaczęłam obmywać rany, po jakimś czasie poczułam delikatne pieczenie, ale nie było to coś co by mnie bolało, to nie było uczucie takie jak towarzyszy przy nieumyślnym skaleczeniu się. Tego rodzaju ból odczuwa się w zależności od tego czy był celowy czy też nie. Brzmię jak jakaś obłąkana, albo jak typowa masochistka, cóż, takie jest życie. Kiedy zatarłam wszelkie dowody na to co zrobiłam. Poszłam do kuchni, usiadłam na krześle na, którym dzisiaj zastałam Nialla i przyglądałam się swojemu dziełu, pod palcami czułam dokładne kreski, ślad po tym co zrobiłam. W sumie, gdy tak teraz siedzę i w świetle księżyca na to patrzę, nie wiem co skłoniło mnie na taki pomysł. Chyba to za dużo książek i filmów, które tak kocham, tam główni bohaterzy zawsze tak postępują, właśnie wcieliłam się w jednego z nich. Nie wiem czy zrobiłam to tylko raz, sądzę, że na pierwszym razie się nie skończy, podobno jest to swego rodzaju uzależnienie, coś jak papierosy czy prochy. Zaśmiałam się pod nosem na to wspomnienie, przecież doskonale pamiętam czas kiedy byłam zwykłą ćpunką, wtedy uważałam, że to było przez złe towarzystwo, a ja byłam niewinnym aniołkiem, który im uległ, ale teraz z biegiem czasu dostrzegłam, że problem nie leżał w nich, tylko we mnie samej. To była swego rodzaju cisza przed burzą, nie wiem co się stanie jutro, za tydzień lub za miesiąc, może już mnie tu nie będzie. To aż takie dziwne jak na mnie, że o tym myślę, ponieważ zawsze byłam przeciwniczką samookaleczenia lub samobójstw, pomagałam takim ludziom, a teraz sama o tym myślę, ironia losu. Życie jest tak bardzo nie przewidywalne. W szkole powinni nas uczyć jak żyć i jak sobie radzić z najróżniejszymi problemami, a nie jakiś twierdzeń Pitagorasa, Talesa czy Steinera, no bo po co to komu. Za dużo myśli jak na jeden dzień, zdecydowanie za dużo już wrażeń jak na ten dzień. Wstałam, poszłam do łóżka. Chwilę obserwowałam mojego chłopaka, nawet nie wiem kiedy zaczęłam płakać, czułam do siebie wstręt przez to co zrobiłam, argumenty Nialla jakoś do mnie nie przemawiały, dla mnie nie było to żadne usprawiedliwienie. Nie byłam w stanie go przytulić, nawet dotknąć, zdecydowałam, że nie zasługuję, aby spać z nim w jednym łóżku, po prostu nie mogłam. Wyciągnęłam z szafy jakiś pierwszy z brzegu koc, który okazał się moim ulubionym, wzięłam największą poduszkę, zawołałam cicho kota i zaraz znalazłam się w salonie z całym moim oporządzeniem. Ułożyłam się wygodnie razem z Garfieldem i po chwili zasnęliśmy.