„Nie wiem, czy jest gdzieś limit cierpień
przypadających na jednego człowieka. Podobno dostajemy ich tyle, ile jesteśmy
stanie udźwignąć...”
Wróciłam do
domu, do jego domu, nie mogłam przecież mieszkać sama, zresztą on chciał mieć
mnie na oku, żeby upewnić się, że wszystko jest pod kontrolą. Na razie wszystko
przebiegało bez najmniejszego szwanku, dostałam w pracy jakiś urlop, przez
wzgląd na moje stosunki z szefową, jednak na razie nic nie wskazywało na to,
abym miała tam kiedykolwiek wrócić. Dni mijały spokojnie, brałam codziennie
lekarstwa, raz w tygodniu stawiałam się z moim chłopakiem na badaniach
kontrolnych w szpitalu. Niall specjalnie dla mnie kupił kota, który wyglądał
identycznie jak Garfield, kochałam od zawsze koty, ale nigdy nie miałam szansy,
aby takiego mieć. A przy moim obecnym stanie nawet było to wskazane, nie wiem
dokładnie o co chodziło, ale tak zalecił lekarz i już. Z tego co się
orientowałam to wszelkiego rodzaju koty miały dobry wpływ na ludzi i ich
choroby, posiadały jakąś niezwykłą moc, ja określiłam ją jako nad
przyrodzoną i
uczyniłam ich magicznymi stworzeniami. Zawsze miałam rozbudowaną
wyobraźnię
bardziej od swoich rówieśników czy nawet starych ode mnie dzieci, jednak
nie
uważałam tego za coś złego, to było raczej jak dar. Pamiętam, że jak
byłam mała to wymyślałam różne ciekawe historie o światach wróżek,
elfów, czarodziej czy nawet
wampirów. Moja nauczycielka zawsze
śmiała się, że powinnam zostać pisarką, ponieważ z taką wyobraźnią na pewno
stworzyłabym coś nowego i nie zapomnianego oraz coś co trudno przewidzieć.
Właśnie tego dnia postanowiłam wcielić jej pomysł w życie i zaczęłam spisywać
swoje myśli i przeżycia z danego dnia, oczywiście póki jeszcze pamiętałam
wszystko, zapisałam sobie kim jest Niall i co ważniejsze kim ja sama jestem.
Może nie wyglądało to jak książka, której oczekiwała ode mnie nauczycielka, ale
ten mały krok spowodował w przyszłości wielki owoc, z którego jestem dumna.
Pewnie nie wiecie o co mi chodzi, no bo przecież skąd, już wyjaśniam. To
co mam na myśli, właśnie trzymacie w sowich rękach lub czytacie na komputerze,
telefonie czy innym urządzeniu.Mam nadzieję, że wam się podoba i również podzielacie mój entuzjazm, ponieważ to jest coś nad czym pracowałam od dłuższego czasu i chcę, aby było jak najlepsze.
Obudziłam się w sypialni Nialla, obok mnie leżał kot i ogrzewał mnie swoim drobnym
ciałkiem, nie pamiętałam jak się tam znalazłam, nie mogłam sobie przypomnieć
jak trafiłam do tego łóżka, dałabym sobie rękę uciąć, że jeszcze przed chwilą
siedziałam w fotelu i myślałam o wydarzeniach minionych tygodni. Wstałam i
skierowałam się do kuchni, moim oczom ukazał się widok mojego ukochanego
siedzącego na jednym z krzeseł, patrzył przed siebie w okno, wzrok miał jakby
nieobecny a policzki mokre od łez, oczy czerwone, zmęczone długim płaczem. Zastanawiałam
się co mogło stać się takiego strasznego, co go tak bardzo zabolało, ponieważ jeszcze nigdy nie widziałam go w tak strasznym stanie, ale nie
zadałam tego pytania, podeszłam do niego cicho i objęłam jego drobne ciałko od
tyłu. Odwrócił głowę i nasze spojrzenie się spotkało, w tym momencie jego płacz
przybrał na sile i to już nie był zwykły płacz, to było szlochanie. Objęłam go
jeszcze mocniej a on oparł swoją głowę na moim ramieniu, trwaliśmy jakiś czas w
takim położeniu, po czym oderwał się ode mnie, wstał i podszedł do zlewu,
odkręcił kran z wodą i przetarł swoją twarz. W końcu spojrzał na mnie, miał
taki przeraźliwy smutek w oczach, aż serce mi się ścisnęło, gdy to dostrzegłam.
Postanowił przerwać ciszę między nami, panującą od chwili, gdy przekroczyłam
próg kuchni:
- Czy, czy
ty pamiętasz co się stało?
- Nie,
przykro mi, ale nie wiem co się stało, jakie moje zachowanie wywołało u ciebie
taki smutek, siedziałam na fotelu, a potem obudzałam się w łóżku.
- Oh, tak
myślałem, no cóż nieważne.
- Ważne
Niall, właśnie, że to jest ważne! Powiedz mi co się stało, nie mogę patrzeć na
to w jakim jesteś stanie, tym bardziej, że wydaje mi się, że to przeze mnie, a
ja nic nie pamiętam.
- Nie wiem
jak ci to powiedzieć…
-
Najprościej, prosto z mostu, nie owijaj w bawełnę.
- Dobrze, tak
więc zdradziłaś mnie – z jego oczu znów popłynęły łzy.
- Co? Coś ty
powiedział? – nie mogłam uwierzyć w to co mi przed chwilą powiedział, to nie
mieściło mi się w głowie, jak mogłam to zrobić osobie, którą kochałam ponad
własne życie.
- Wiem, że
trudno ci w to uwierzyć, ale nie martw się, bo mi też. Nie wiem kim był ten
typ, ale kiedy wróciłem z nagrania do wywiadu zastałem was razem w łóżku, to chyba
był najgorszy obraz jaki kiedykolwiek zobaczyłem.
- Nie, nie
wierzę, przepraszam, przepraszam, ja nie chciałam, Jezu przepraszam – teraz to
ja nie mogłam powstrzymać swojego szlochu, nie mogłam się uspokoić, usiadłam na
podłodze plecami do ściany, aby uspokoić drżenie ciała.
- Wiem, że
nie chciałaś, przecież oboje doskonale wiemy, że to nie do końca ty o tym zdecydowałaś,
jesteś chora i nic nie mogłaś na to poradzić. Po prostu było mi przykro, ale
wiem, że ty nigdy byś tego nie zrobiła, nie byłaś sobą. No już proszę uspokój
się – jednak ja go już nie słuchałam, byłam tak pogrążona w swoich myślach. Nie
docierało do mnie jak mogłam to zrobić, przecież go kocham, więc nawet jako ta
druga ja nie powinnam tak postępować, to było jakieś chore. Nie mogłam sobie
tego wybaczyć. Właśnie wtedy znienawidziłam siebie za to.
Było już
późno, Niall od dłuższego czasu już spał, a ja czekałam na właściwy moment.
Udałam się na piętro do łazienki, miałam sporo czasu na obmyślenie dokładnego
planu. Otworzyłam szafkę, z głębi wyciągnęłam nową, nieużywaną żyletkę i
usiadłam w wannie. Obracałam ją przez chwilę w ręce, aż wykonałam pierwsze
cięcie na swojej bladej skórze. Nie byłam głupia, nie cięłam sobie nadgarstków,
cięłam sobie nogi, a dokładniej uda. Może zastanawiacie się dlaczego, otóż jest
to miejsce gdzie nikt nie będzie mi zaglądał, nie chcę robić tego na pokaz, nie
chcę robić tego, żeby ktoś się nade mną litował. Nie potrzebuję ani litości ani
współczucia, już i tak za dużo go otrzymałam w ostatnim czasie. Pierwsza
delikatna kreska, krew zaczęła wypływać, a mnie zaczął ogarniać spokój, bo
znalazłam sposób, aby ukarać siebie za to co zrobiłam mojemu ukochanemu. Drugie
cięcie, już trochę pewniejsze, patrzyłam z fascynacją jakiejś obłąkanej osoby
na swoje nogi i to dawało mi ukojenie. Stopniowo cięć zaczęło mi przybywać,
kiedy zdecydowałam, że to już koniec na dzisiaj, odkręciłam kran z wodą i
zaczęłam obmywać rany, po jakimś czasie poczułam delikatne pieczenie, ale nie
było to coś co by mnie bolało, to nie było uczucie takie jak towarzyszy przy
nieumyślnym skaleczeniu się. Tego rodzaju ból odczuwa się w zależności od tego
czy był celowy czy też nie. Brzmię jak jakaś obłąkana, albo jak typowa
masochistka, cóż, takie jest życie. Kiedy zatarłam wszelkie dowody na to co
zrobiłam. Poszłam do kuchni, usiadłam na krześle na, którym dzisiaj zastałam
Nialla i przyglądałam się swojemu dziełu, pod palcami czułam dokładne kreski,
ślad po tym co zrobiłam. W sumie, gdy tak teraz siedzę i w świetle księżyca na
to patrzę, nie wiem co skłoniło mnie na taki pomysł. Chyba to za dużo książek i
filmów, które tak kocham, tam główni bohaterzy zawsze tak postępują, właśnie
wcieliłam się w jednego z nich. Nie wiem czy zrobiłam to tylko raz, sądzę, że
na pierwszym razie się nie skończy, podobno jest to swego rodzaju uzależnienie,
coś jak papierosy czy prochy. Zaśmiałam się pod nosem na to wspomnienie,
przecież doskonale pamiętam czas kiedy byłam zwykłą ćpunką, wtedy uważałam, że to było
przez złe towarzystwo, a ja byłam niewinnym aniołkiem, który im uległ, ale
teraz z biegiem czasu dostrzegłam, że problem nie leżał w nich, tylko we mnie
samej. To była swego rodzaju cisza przed burzą, nie wiem co się stanie jutro,
za tydzień lub za miesiąc, może już mnie tu nie będzie. To aż takie dziwne jak
na mnie, że o tym myślę, ponieważ zawsze byłam przeciwniczką samookaleczenia lub
samobójstw, pomagałam takim ludziom, a teraz sama o tym myślę, ironia losu. Życie
jest tak bardzo nie przewidywalne. W szkole powinni nas uczyć jak żyć i jak
sobie radzić z najróżniejszymi problemami, a nie jakiś twierdzeń Pitagorasa, Talesa
czy Steinera, no bo po co to komu. Za dużo myśli jak na jeden dzień, zdecydowanie za dużo
już wrażeń jak na ten dzień. Wstałam, poszłam do łóżka. Chwilę obserwowałam
mojego chłopaka, nawet nie wiem kiedy zaczęłam płakać, czułam do siebie wstręt
przez to co zrobiłam, argumenty Nialla jakoś do mnie nie przemawiały, dla mnie
nie było to żadne usprawiedliwienie. Nie byłam w stanie go przytulić, nawet
dotknąć, zdecydowałam, że nie zasługuję, aby spać z nim w jednym łóżku, po
prostu nie mogłam. Wyciągnęłam z szafy jakiś pierwszy z brzegu koc, który
okazał się moim ulubionym, wzięłam największą poduszkę, zawołałam cicho kota i
zaraz znalazłam się w salonie z całym moim oporządzeniem. Ułożyłam się wygodnie
razem z Garfieldem i po chwili zasnęliśmy.